Polska Parafia Rzymsko-Katolicka w Leeds
pw. Matki Boskiej Częstochowskiej i Św. Stanisława Kostki

„O ODWADZE…” - Ostatnie wydarzenia w sferze społeczno-kulturalnej nakłoniły mnie do rozważań na temat odwagi. Czym odwaga jest – każdy wie. Odwaga to dążenie do swoich celów, mimo lęku. To umiejętność walki w imię szlachetnych celów. To bycie mężnym.  To mówienie o rzeczach trudnych. Bezpośrednią przyczyną mojej zadumy było pojawienie się filmu „Tylko nie mów nikomu” Tomasza Sekielskiego. Film okrzyknięto odważnym właśnie. Czyżby? To, że jest to film mówiący o rzeczach strasznych - to prawda, to że film porusza - to też prawda. To, że mało jest wykroczeń gorszych niż pedofilia - to także prawda. Ale czy film ten jest odważny? Nie tak dawno temu, na polskich ekranach pojawił się inny twór kinematograficzny pt. „Kler”. Główną atrakcją tego filmu dla wielu było zobrazowanie w nim nie tyle upadku moralnego człowieka, co upadku moralnego księdza. Bo opluwanie duchowieństwa i odsądzanie go od czci i wiary, stało się ostatnio modniejsze niż zwykle. I w ten sam, tylko w drastyczniej formie, wpisuje się twór Sekielskiego.

Tak jak powiedziałam uprzednio - pedofilia to zbrodnia straszna. To, że dopuszczają się jej księża to potworność, bo ta grupa „zawodowa” obdarzona została ogromnym zaufaniem społecznym. Podobnie jak obdarzeni zostali nim nauczyciele, policjanci, lekarze, rabini, popi, pastorzy… Tylko że Tomasz Sekielski nie nakręcił filmu o nauczycielach, lekarzach i pastorach. Nakręcił film o księżach. Takie miał prawo. Na nich skierował obiektyw kamery i tym samym dokonał pewnego wyboru i określił swój cel. Jak mawiał towarzysz Dżiga Wiertow - nie ma wyborów nie-ideologicznych – „Ja – kino oko”.

Zatem nakręcił Tomasz Sekielski film o potwornościach dziejących się wśród księży. Ale dobrze byłoby może dla jego dzieła, żeby dodał, tak już na marginesie, że akurat prawie wszyscy ci księża, o których mówi, byli tajnymi współpracownikami, czyli donosicielami bezpieki. To wzbogaciłoby jego obraz niepomiernie. Poszerzyłoby to optykę naszą, jako widzów. Poszerzyłoby ją także zainteresowanie się autora filmu, w jakim środowisku obracali się ci księża pedofile i z kim spoza duchowieństwa mieli oni do czynienia. O tym też w filmie ani słowa, bo to już byłyby pytania dość niebezpieczne. A Tomasz Sekielski odważny może jest, ale nie nierozważny. Poza tym ciekawie byłoby także, gdyby w filmie będącym w swej formie niemal para dokumentem, pokusić się o jakieś porównanie. W chwili obecnej bowiem odnieść można wrażenie, że pedofilia to potworność i straszna zaraza, która dotknęła duchowieństwo en masse. Niezdrowa ciekawość popchnęła mnie w stronę Internetu i skłoniła do poszukiwań danych w tym temacie. I okazuje się, że w latach 2000-2018 skazanych za pedofilie w Polsce zostało 42 księży. Przy zestawieniu tej liczby z danym skazań za pedofilię wśród całej męskiej populacji, osiągamy mniej więcej średnią, co aczkolwiek może powodować chwilowe uspokojenie, nie powinno jednak usypiać naszej czujności, zważywszy, z jaką grupą zawodową mamy do czynienia. Niemniej o epidemii pedofilii w KK mówić nie można.

 Przy omawianiu tematu pedofilii w Kościele warto poruszyć ogromnie ciekawy temat tzw. „moralnej paniki” i choć jest to termin z lat 70 XX wieku, jak ulał pasuje do zabiegów stosowanych np. w III Rzeszy i do tego, czemu poddawani jesteśmy dzisiaj. Jest to zjawisko „sztucznie wywoływanego alarmu społecznego, poprzez wyolbrzymianie faktów i przesadzanie w podawaniu liczb oraz wielokrotne „odkrywanie” tego, co opinia publiczna  już znała  wcześniej . Mamy zatem do czynienia z sytuacją, gdy zjawisko o znikomych rozmiarach zostaje wyolbrzymione do poziomu „problemu społecznego”. I powtarzam nikt nie umniejsza tu potworności samego zjawiska. Chodzi jedynie o proporcje.

Cechy „moralnej paniki” spełniała w 100% antykatolicka kampania podjęta w 1937 r. przez Josefa Goebbelsa przeciwko księżom i zakonnikom katolickim w III Rzeszy. I cechy te niestety zaczynają być widoczne teraz. Tworzone są fakty medialne, na mocy których obrzuca się błotem pedofilii ludzi, bez wyroku skazującego. Przykładem tego jest osoba księdza Jankowskiego. Otacza nas dzisiaj pseudo rzeczywistość, w której jacyś ludzie ze sfery polityczno-medialnej do znudzenia tłuką w głowy tłumom, że jego najgorszym wrogiem są „księża pedofile” i że jedyna rzeczywistość, jaka istnieje, to „zły Kościół Katolicki”. Filmy antyklerykalne były kręcone zawsze. I będą kręcone. Najwięcej powstało w latach 60-tych XX w. Postać księdza była jednoznacznie „sprofilowana”: stary przeżytek, albo młody antypatyk („Wiano” 1963). Klasyką gatunku była rzecz jasna „Matka Joanna od Aniołów” .

Teraz mamy kolejną „mądrość etapu”, Jeżeli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o… no właśnie. Szkoda, że jest to robione w tak ohydny i niesprawiedliwy sposób. Niesprawiedliwy w stosunku do prawdziwych ofiar, do znakomitej większości księży i do nas samych. W tej brudnej grze o pieniądze i co ważniejsze o pozbawienie Kościoła w Polsce – rządu dusz. O śmiertelne osłabienie jedynej instytucji polskiej, mającej ciągłość nawet w czasach zaborów i kreującej – polskie elity.